POWIEŚĆ PSYCHOLOGICZNA · HORROR

Ciemność

Nie pamiętają, kim są.
Nie wiedzą, co jest obok.

Obcy ludzie. Urwana pamięć. Miejsce bez światła.
I dźwięk, którego nikt nie potrafi wyjaśnić.

Powieść Wojtka DejakaE-book i audiobook w przygotowaniu

Okładka Ciemności Wojtka Dejaka: srebrny tytuł, wiszący dzwon i czternaście sylwetek na gładkim czarnym podłożu, przed świetlistymi drzwiami.
WOJTEKDEJAK.PLWEJDŹ W HISTORIĘ 01 — CIEMNOŚĆ

O KSIĄŻCE

Co zostaje,
gdy znika wszystko?

Grupa nieznajomych odzyskuje świadomość w całkowitej ciemności. Nie wiedzą, gdzie się znajdują ani jak tu trafili. Pamięć wraca urywkami, a każdy nowy szczegół przynosi więcej pytań niż odpowiedzi.

Kiedy rozlega się dzwon, ktoś znika. Pozostali muszą odnaleźć reguły tego miejsca — i zdecydować, czy mogą sobie zaufać.

„Ciemność” to powieść o pamięci, lęku i człowieku postawionym wobec nieznanego.

Z PIERWSZYCH STRON

Zanim zabrzmi pierwszy głos.

Początek pierwszego rozdziału.
Fragment roboczy, przed ostateczną redakcją.

Otwórz fragmentRozdział 1 · około 5 minut czytania
WOJTEK DEJAK / CIEMNOŚĆFRAGMENT ROBOCZY

Rozdział 1

Nie było bólu.
Nie było światła.
Nie było nawet ciszy.
Było coś gorszego.
Nic.

Mężczyzna otworzył oczy.

A przynajmniej wydawało mu się, że je otworzył.

Przez pierwszą chwilę nie zrozumiał różnicy. Powieki uniosły się odruchowo, ale świat nie wrócił. Nie pojawił się sufit, ściana, krawędź łóżka ani blade światło poranka przeciskające się przez zasłony.

Nie było nic.

Tylko mrok.

Tak gęsty, że miał wrażenie, jakby ktoś położył mu na twarzy czarną, mokrą tkaninę.

Mrugnął.

Raz.

Drugi.

Trzeci.

Bez efektu.

Uniósł dłoń przed twarz.

Nie zobaczył jej.

Palce powinny być tuż przed oczami. Czuł, jak porusza nimi powoli, jak napina skórę na knykciach, jak paznokieć kciuka ociera się o opuszek wskazującego palca.

Ale nie widział nic.

Serce uderzyło mocniej.

Potem jeszcze raz.

Szybciej.

Przełknął ślinę, ale gardło miał suche. Tak suche, jakby od wielu godzin nie wypił ani kropli wody.

— Halo...? — odezwał się cicho.

Głos zabrzmiał dziwnie.

Nie odbił się echem.

Nie wrócił.

Nie rozszedł się po przestrzeni tak, jak powinien.

Po prostu zgasł.

Jakby ciemność go połknęła.

Mężczyzna znieruchomiał.

Nasłuchiwał.

Nic.

Powoli przesunął stopę do przodu.

Nie wiedział, na czym stoi.

Nie czuł betonu.

Nie czuł drewna.

Nie czuł ziemi ani kamieni.

Pod podeszwą było coś twardego, a jednocześnie zupełnie pozbawionego faktury. Jak powierzchnia, która istnieje tylko po to, żeby nie spadał.

Zrobił kolejny krok.

Potem trzeci.

Każdy był ostrożniejszy od poprzedniego.

Wyciągnął ręce przed siebie.

Palce drżały.

Spodziewał się, że zaraz trafi na ścianę, drzwi, mebel, cokolwiek.

Nie trafił na nic.

— Jest tu ktoś?

Tym razem jego głos był głośniejszy.

I wtedy odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

Daleko.

Bardzo daleko.

— Halo?!

Kobiecy głos.

Drżący.

Młody.

Mężczyzna zamarł.

Nie był sam.

— Gdzie jesteś?! — zawołał.

— Nie wiem!

Jej odpowiedź załamała się na końcu. Jakby próbowała powstrzymać płacz i przegrała.

— Nic nie widzę!

— Ja też!

Przez chwilę oboje milczeli.

Ten krótki moment wystarczył, żeby mężczyzna usłyszał własny oddech. Płytki. Nierówny. Zbyt szybki.

Potem z ciemności odezwał się ktoś trzeci.

— Co się dzieje?

Głos należał do starszego mężczyzny. Był niski, zachrypnięty, jakby właściciel dopiero co obudził się po długim śnie albo krzyczał wcześniej tak długo, że zdarł gardło.

— Kim pan jest? — spytała kobieta.

— Nie wiem.

Te dwa słowa zawisły w mroku ciężej niż wszystkie poprzednie.

Mężczyzna poczuł chłód na karku.

Nie wiem.

Spróbował sięgnąć pamięcią wstecz.

Do ostatniego obrazu.

Do łóżka.

Do pokoju.

Do jakiegoś miejsca.

Do imienia.

Nic.

Zacisnął powieki, choć nie robiło to żadnej różnicy. Próbował przywołać twarz matki, ojca, żony, dziecka. Jakikolwiek punkt zaczepienia.

Pojawiły się tylko strzępy.

Zapach mokrej kurtki.

Krótki błysk czegoś białego.

Nierówny dźwięk oddechu.

I ciepło.

Nagle urwane.

Otworzył oczy.

Ciemność była taka sama.

— Ja też nie wiem — powiedział powoli.

Kobieta w oddali zaczęła płakać.

Nie głośno.

Nie histerycznie.

Cicho, dusząc w sobie każdy oddech, jakby bała się, że jeśli pozwoli sobie na więcej, rozpadnie się całkiem.

— Proszę się nie ruszać — powiedział starszy mężczyzna.

— A pan wie, gdzie jesteśmy? — spytał ktoś nowy.

Czwarty głos.

Młody chłopak. Może nastolatek, może niewiele starszy.

— Nie — odpowiedział starszy. — Ale jeśli nic nie widzimy, możemy się pogubić.

— Już jesteśmy pogubieni — rzucił ktoś ostro.

Piąty głos.

Kobieta. Starsza od tej pierwszej. Twarda, sucha, z gniewem przyklejonym do każdego słowa.

— Trzeba iść w stronę głosów — powiedział mężczyzna, który obudził się pierwszy. — Powoli. Bez biegania.

— A skąd mamy wiedzieć, że możemy iść? — zapytał młody chłopak.

— Nie wiemy.

— Świetnie. Bardzo pomocne.

— Masz lepszy pomysł?

Chłopak nie odpowiedział.

Z mroku zaczęły dochodzić kolejne dźwięki.

Szelest ubrań.

Krótki, zduszony jęk.

Czyjś oddech.

Ktoś zakaszlał.

Ktoś inny powtarzał pod nosem jedno słowo, tak cicho, że nie dało się go zrozumieć.

Mężczyzna zrobił krok w stronę pierwszego kobiecego głosu.

— Odezwij się — poprosił. — Będę szedł do ciebie.

— Jestem tutaj.

Jej głos zabrzmiał bliżej, niż się spodziewał.

Albo ciemność kłamała.

— Mów dalej.

— Co mam mówić?

— Cokolwiek.

Przez chwilę milczała.

— Mam na imię... — urwała.

Cisza.

— Nie pamiętam.

Mężczyzna poczuł, jak coś ściska go pod żebrami.

Nie pamiętam.

To nie był tylko strach.

To było coś gorszego.

Pustka w miejscu, w którym powinno być własne życie.

— Spokojnie — powiedział, choć sam nie był spokojny. — Może zaraz wróci.

— A pan pamięta?

Nie odpowiedział od razu.

Otworzył usta.

Imię powinno przyjść naturalnie. Jak oddech. Jak odruch.

Nic.

W gardle pojawiła się twarda gula.

— Nie.

Po lewej stronie ktoś zaklął.

— To jest jakiś żart.

— Nie brzmisz, jakbyś się śmiał — odparła twarda kobieta.

— Bo się nie śmieję.

— To przestań gadać głupoty.

— A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić?

— Kimś, kto próbuje nie spanikować.

Te słowa podziałały bardziej niż krzyk.

Na moment wszyscy umilkli.

Mężczyzna zrobił jeszcze kilka kroków.

Nagle jego palce dotknęły czegoś ciepłego.

Ktoś wrzasnął.

On też cofnął rękę.

— To ja! — zawołała kobieta. — To ja, przepraszam!

Oddychała szybko.

Była tuż przed nim.

Wciąż jej nie widział.

Nawet z tej odległości.

— Dotknąłem twojej ręki — powiedział.

— Wiem.

— Dobrze. Czyli jesteśmy blisko.

— To nie jest dobrze.

Jej głos drżał tak mocno, że każde słowo prawie się rozpadało.

Mężczyzna wyciągnął rękę ponownie, wolniej.

— Mogę?

Przez chwilę nie odpowiadała.

Potem jej palce zacisnęły się na jego dłoni.

Były lodowate.

Trzymała go za mocno, paznokcie wbiły mu się w skórę, ale nie cofnął ręki.

Ten ból był przynajmniej prawdziwy.

— Jest nas więcej — powiedział starszy mężczyzna gdzieś dalej. — Musimy się policzyć.

— Najpierw musimy wiedzieć, czy jesteśmy cali — odezwała się twarda kobieta.

— Jestem cała — powiedziała pierwsza kobieta.

— Ja też — dodał młody chłopak, choć jego głos sugerował, że wcale nie jest tego pewien.

— Ktoś jest ranny? — zapytał mężczyzna.

Cisza.

Potem odezwał się ktoś nowy.

— Nie czuję twarzy.

Szósty głos.

Mężczyzna napiął szczękę.

— Co to znaczy?

— Nie wiem. Dotykam jej i... jest moja, ale jakby nie moja.

— Krwawisz?

— Nie wiem. Nic nie widzę.

— Dotknij palcami. Czy są mokre?

Krótka przerwa.

— Nie.

— To może odrętwienie.

— A może umieram.

Nikt nie odpowiedział.

Bo wszyscy pomyśleli o tym samym.

Może już umarli.

Tylko nikt nie chciał powiedzieć tego pierwszy.

Tu kończy się fragment.Sprawdź informacje o premierze

AUTOR

Wojtek Dejak

Wojtek Dejak pisze historie z pogranicza horroru, psychologii i science fiction. Najbardziej interesuje go chwila, w której człowiek traci pewność: kim jest, komu może zaufać i czy własna pamięć mówi mu prawdę.

W „Ciemności” prowadzi czytelnika tam, gdzie nie widać nawet własnej dłoni, a każdy głos może być ostatnim. To opowieść dla tych, którzy lubią napięcie budowane ciszą, niepokojące pytania i tajemnice, które zostają w głowie po zamknięciu książki.

PRZED PIERWSZĄ STRONĄ

Premiera
w przygotowaniu.

„Ciemność” powstaje jako e-book i audiobook. Informacje o datach premier i dostępności obu wersji pojawią się na tej stronie.

Czy książkę można już kupić?

E-book i audiobook są w przygotowaniu. Sprzedaż każdej wersji rozpocznie się po jej ukończeniu i dopracowaniu.

Czy powstanie audiobook?

Tak — audiobook „Ciemności” jest już w przygotowaniu. Szczegóły nagrania i potwierdzona data premiery pojawią się tutaj.

E-BOOK W PRZYGOTOWANIUAUDIOBOOK W PRZYGOTOWANIU